|
|
niedziela, 30 stycznia 2011
33
Skrajne stany, skrajne myśli. Balansowanie pomiędzy. Potrzebuję równowagi,ale zupełnie nie wiem gdzie jej szukać. Życie nie jest takim, jakim się wydaje. Ja nie jestem taka, jaką się wydaję. Wszystko jest subiektywne. Wszystko jest zwariowane. Wszyscy jesteśmy szaleńcami.
http://www.youtube.com/watch?v=vStjmYxetY0
http://www.youtube.com/watch?v=Xc9ZbS4KMdg
poniedziałek, 20 grudnia 2010
fix me
Jeden z tych dni, kiedy nic nie jest w porządku. Rzeczywistość zaczyna drapać ,jak wełniany sweter w renifery od babci.Wszystko zdaje się być inne niż zazwyczaj.Obce twarze, nieznane treści przenikają się i zaczynają ranić od środka. Coś gnije, ale nie wiadomo gdzie tego szukać. Smród przyprawia mnie o zawrót głowy. Leczę więc skutki. Reperuję,sklejam,ceruję,żeby doprowadzić się do stanu względnej używalności. Byle tylko nikt nie zauważył bezsilności,słabości,strachu. Lęku zwykłego. Paraliżu ducha. Boję się czasami,że wszystkie te tłumione i pozornie zapominane sprawy urosną do postaci mutanta - niszczyciela. Szukam jakiegoś azylu. Miejsca , rzeczy, myśli, człowieka , czegoś, czego mogłabym się chwycić, kiedy spadam.
niedziela, 14 listopada 2010
Czasami chciałabym zapomnieć wszystko,obudzić się i być kimś innym. To okrutne,że mamy tylko jedno życie do wykorzystania.
wtorek, 26 października 2010
Miss złego samopoczucia. Od niedzieli praktycznie nie jestem w stanie ruszyć ani ręką ani nogą. Najbardziej irytujące jest to,że w zasadzie nie wiem co mi jest. Boli mnie głowa,czuję mdłości i jest mi słabo. Wyprzedzając możliwe pojawiające się znaki zapytania. Ciąża? -wątpliwe i to bardzo.Wobec zaistniałych okoliczności dumą napawają mnie pozornie małe rzeczy. Przykładowo: przyjęcie gościa bez narzekania i marudzenia (chociaż w szlafroku),przeczytanie,co więcej ogarnięcie materiału na dzisiejsze zajęcia,udanie się do pobliskiego,ale jakże odległego wobec niemocy ciała sklepu po jadło prześmiewczo zwanego obiadowym. W rzeczywistości: zdjąć folię,wsadzić do piekarnika,wyjąć z piekarnika,pożreć. Jedzenie też jest nie lada wyczynem ale człowiek nie kamień i jeść musi. Czuję,że dzisiejszy dzień będzie dla mnie istnym survivalem. Począwszy od jazdy autobusem i tramwajem, poprzez wysiedzenie na zajęciach,przebywaniu z ludźmi (chociaż to akurat może okazać się zbawienne), na chodzeniu i poruszaniu się samym w sobie kończąc. Nie mam ochoty na ten dzień. Wolałabym leżeć w łóżku i cierpieć w samotności. Zamiast tego będę cierpieć w nieprzyjaznym świecie na oczach innych ludzi. Trudno,świetnie.
Miss ZS.
poniedziałek, 13 września 2010
Za dużo jak na moją głowę. Ciężar tego, o czym wiem i tego o czym myślę przygniata mnie tak,że aż fizycznie boli. I boję się,że jutro ten ciężar się zwiększy,że stanie się coś jeszcze a ja tego nie wytrzymam. Jestem nieodporna i krucha psychicznie,łatwo popadam w dołki i nie wiem,jak się bronić. Chcę po prostu zasnąć i wstać następnego dnia z odnowioną nadzieją,że 'życie jest piękne'.
Wstydzę się,że dotychczasowe zmartwienia uznawałam za sprawy DUŻE i ważne.
sobota, 04 września 2010
sobota, 21 sierpnia 2010
Jebany życiowy zastój. Chcę do przodu,ale za dużo się zastanawiam i nadal stoję tam,gdzie stałam. Jestem tym zmęczona. Snuję wielkie plany na przyszłość. Brakuje mi tylko odwagi,żeby je w końcu wcielić w życie. Z drugiej strony wiem,że jeśli czegoś TERAZ nie zrobię, nie zrobię tego już nigdy, a ten mój wspaniały plan pozostanie tylko planem. Nie ma nic bardziej frustrującego niż nie podjęcie działania ze strachu.Porażka boli mniej. Nie boję się porażki, boję się bycia skostniałą resztką człowieka,który nie żyje naprawdę.
'Śmiali się z niego bo myślał inaczej Bo wierzył w to co dawno olali Śmiał marzyć choć nikt już dawno nie marzył Chciał uciec wbrew całemu światu'.
niedziela, 04 lipca 2010
Zagubiona jestem nieco w świecie dorosłości. Odkryłam to ostatnio, odbywając swoje praktyki zawodowe. Jakoś nie czuję się na tyle dorosła, aby pracować 8 godzin dziennie. Wstawać z samego rana. Opiekować się kimś i mieć poważne obowiązki. Oczywiście daję sobie świetnie radę,ale jakiś głos wewnątrz mnie mówi,że to nie moje miejsce i nie mój czas. Ja chcę jeszcze pobyć studentką i pobawić się beztroską. Z drugiej strony może jest to wynik właśnie tej pomyłki przestrzenno-sytuacyjnej. Nie chcę robić w życiu tego, co muszę robić na praktykach. To nie mój świat. Nie moje ambicje. Nie chciałabym spędzić swoich lat w ten sposób. Brrrr! sama myśl o takim życiu sprawia,że chce mi się krzyczeć. W ogóle całe to bycie dorosłym sprawia,że mam mieszane uczucia. Niby fajnie, bo w końcu mogę SAMA , mogę tak jak JA chcę. Ale jednak trochę się tego wszystkiego boję-zmian, ciągłej niepewności,radzenia sobie ze wszystkim. Jeszcze nie muszę być dorosła na procent 100. Jeszcze mogę się wygłupiać i być troszkę nieodpowiedzialna,ale czuję że to już ostatnie lata. A może to zależy od osobowości i nigdy nie będę skażona dorosłością w tym wymiarze, w jakim ją pojmuję? Chyba nie chcę być taką poważną, wyważoną panią o czerstwym dowcipie. Kto powiedział,że dorosłość musi wyglądać tak i tak, a nie TAK i TAK? Ja to zrobię po swojemu. Dorosnę tak, jak wypada ale zachowam tę cząstkę dziecięcego świata,która nie pozwoli mi zapomnieć o tęczy i jednorożcach. To właśnie ona utrzyma mnie przy życiu i nie pozwoli zapomnieć o tym, jaka byłam kiedyś. Chciałabym,żeby moje życie chociaż odrobinę potoczyło się po mojej myśli. Jestem realistką i wiem,ze cudów nie będzie, ale mam nadzieję ,że te cząstki cynizmu krążące w moim krwio obiegu nie zabiją doszczętnie nutki marzycielskiej natury. Bo przecież marzenia są ważne, fantazja jest ważna, poczucie humoru-niezbędne! Tego sobie właśnie życzę- dorośnięcia po swojemu. Wpis zakończę hołdem w postaci tekstu piosenki The Smiths- jednej z najlepszych kapel EVER. Tekst prawdziwy i jakze pasujący do moich dzisiejszych przemyśleń ;)   Good times for a change. See the luck I've had, can make a good man turn bad. So please please please let me, let me, let me, let me get what I want, this time
I haven't had a dream in a long time. See the life I've had, can make a good man bad. So, for once in my life, let me get what I want, Lord knows it would be the first time, Lord knows it would be the first time.
środa, 07 kwietnia 2010
Wszystko zdaje się zmierzać ku całkowitej zagładzie,ale wcale mnie to nie martwi. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czuję się całkowicie dobrze. Runęło i odsłoniło nieco prawdy o mnie. Tej prawdy o której trochę zapomniałam. Dobrej prawdy. i czuję ,że tak to właśnie powinno być,jakbym ocknęła się z letargu,wyrwała bestii stuzębnej,otworzyła oczy. Znowu jestem sobą.
niedziela, 07 marca 2010
in wonderland.
Niewdzięczna to natura być człowiekiem niezdecydowanym,wiecznie poszukującym, niewiedzącym dokładnie czego chce. Niby wiem,ale nie wiem. Niby bym chciała, ale nie chcę. Niech przepadnie i zdechnie w agonii to moje rozdwojone jestestwo. Niech się wije,wyschnie jak liść , zamieni w pył i wdepcze w glebę. Kiedy ja się w końcu skupię ,patrząc bystro i z przekonaniem w jednym kierunku, zmotywuję kopem w dupsko i przystąpię do działania? Końca tej męki nie widać. Idiotyzm w czystej postaci. Nocna mania,mara,taniec popaprańca.
Falling down the rabbit hole.
Nie odmówiłam sobie piątkowego seansu 'Alicji w Krainie Czarów'. Johnny Deep w roli zeschizowanego Kapelusznika, wyjątkowa Helena Bonham Carter jako zła do szpiku kości królowa z wielką banią- coś pięknego. Jeśli chodzi o rolę Alicji graną przez dziewuszynę podobno polskiego pochodzenia (Wasikowska,bodajże),szału nie było. Ot, jasnowłosa dzierlatka o delikatności porcelanowej laleczki,ale sile i woli walki Joanny d'Arc. Wróć. Nie mogę się czepiać - taka rola. Aktorka nie ma na to większego wpływu. Zatem muszę przyznać,że skoro taki właśnie był zamiar Burtona ,dziewczyna zagrała wyśmienicie.(aczkolwiek nadal uważam,że Alicja powinna być bardziej rezolutna,szczególnie iż nie jest już dzieckiem a młodą kobietą ). Co do efektów specjalnych to faktycznie jest się czym zachwycać. Kolory, niesamowitości- jak najbardziej odzwierciedlały moje wyobrażenia o Wonderlandzie. Jednakże zawód spotkał mnie ogromny na samym końcu filmu,bo żeby mieć wybór: zostać w przecudownym świecie,gdzie wszystko jest możliwe,albo wrócić do szarej rzeczywistości,bez magii,bez czarów ,bez szaleństwa i mimo wszystko wybrać opcję drugą, trzeba być albo wyjątkowym debilem,albo psychopatą o skłonnościach masochistycznych. Podsumowując. Film wyśmienity, warty zobaczenia,pomimo kiepskiego,irytującego zakończenia.
|